Top Module Empty
GŁÓWNA arrow Serwisy jednostek arrow Język polski arrow Twórczość własna studentów arrow Recenzja spektaklu F. Lazaro pt. "Samotność"
Recenzja spektaklu F. Lazaro pt. "Samotność" PDF Drukuj E-mail
Napisa�: Agnieszka Kobiałka   
Thursday, 18 January 2007
NA MARGINESIE RZECZYWISTEGO CZASU

            25 października 2003 roku na scenę bielskiego Teatru Lalek Banialuka powróciło legendarne przedstawienie francuskiego reżysera, autora i aktora Francoisa Lazaro pt. „Samotność”. Reżyser inspirowany tekstami Brunona Schulza – „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod klepsydrą” pokazuje za pomocą środków teatralnych świat wyobraźni pisarza. Jednak do dzieł B.Schulza nie ma żadnych gotowych formuł interpretacyjnych, a ci którzy przywykli do logiki zdarzeń, porządku czasowego, prawdopodobieństwa postaci i sytuacji, mogą nie zrozumieć schulzowskiego świata – zapewne trochę dziwacznego i fantastycznego. Tajemnicę tego świata Schulz odsłania za pomocą słowa, a Lazaro za pomocą obrazu i słowa. Reżyser zafascynowany przede wszystkim jednostkowym losem człowieka, przedstawia świat jego życia, w którym wszystko ulega przedziwnym deformacjom.

            I oto nagle znajdujemy się w zamkniętym, ciemnym, wielkim jak świat pokoju, gdzie sam na sam spędzimy parę chwil z głównym bohaterem Józefem (w tej roli Ryszard Sypniewski ). Podejmie on próbę „uwstecznienia swego rozwoju w celu osiągnięcia, jakąś okrężną drogą, powtórnego dzieciństwa – jego pełni i bezmiaru”. Od tej pory wszystko będzie działo się „na marginesie rzeczywistego czasu, w trzynastym doprawionym i zbytecznym miesiącu”. Zdeformowana, ale prawdziwa rzeczywistość pokaże relacje między maską, lalką  i człowiekiem. Prawdziwość tej rzeczywistości okaże się groźna i spotęgowana. Teraz wszystko zależy od widza – czy pozwoli się on wtajemniczyć w świat Schulza, czy też nie. Jeżeli tak, to wewnętrzna logika tego świata stanie się jasna i zrozumiała, a jeżeli nie, to widz znudzony opuści teatr, nic z niego nie wynosząc – może oprócz poczucia zmarnowanego czasu i pieniędzy.

           Czas w spektaklu, podobnie jak u Schulza, jest czasem subiektywnym, psychologicznym, odmiennym od utartych wyobrażeń. Przedstawiona przestrzeń jest zniekształcona i dodatkowo zakłócona grą świateł. Widzimy ciemny pokój z lustrem, krzesłem, stołem, który jak pamięć gromadzi relikty przeszłości w postaci książek, wypchanych zwierząt, naczyń. Zdaje się, iż wszystkie te przedmioty – świadkowie czasu minionego, mają duszę, tylko ich zewnętrzna powłoka zastygła w czasie. Cała rzeczywistość przechodzi metamorfozy, pojawiają się dziwni ludzie – nieludzie, manekiny, książki jak ptaki, bandaże. Tylko główny bohater – Józef, zachowuje własne oblicze, natomiast pensjonariusze sanatorium mają quasi maski w postaci zabandażowanych twarzy, a wszystkie inne postaci są marionetkami. Przychodzi jednak moment, kiedy i sam bohater wisząc na bandażach, staje się marionetką sterowaną w czasie. Najważniejszą osobą zdaje się być Ojciec, najważniejszym przedmiotem księga, a mitycznym czasem – podróż w przeszłość. Oto przed naszymi oczami jawi się „mityczna generacja antenatów, fikcyjna rodzina”, w której wielkim kreatorem jest Ojciec – marionetka niczym z obrazów Schulza, jest on również poetą, prorokiem, prawodawcą, kimś, kto ma kontakt z mitycznym światem. Ale z drugiej strony jest zdeterminowany przez kobietę, która jawi się jako istota triumfująca, wobec której Ojciec jest tylko „kaleką natury”, małym, niepokornym człowieczkiem. Ważną rolę w spektaklu odgrywają również manekiny – symbole ludzi, którzy z podmiotów stali się przedmiotami, nieodłączonymi elementami świata przedstawionego – duchami uwięzłymi w cielesności.

Podobnie jak schulzowskie słowa, obrazy w spektaklu mnożą się i rozrastają, schodzą jakby na manowce, by znów powrócić na właściwy tor i dalej tropić sens. Aktorzy w postrzępionych strojach, o twarzach powiązanych bandażami, milczący, pogrążeni w myślach, zostawiają po sobie „wyciśnięte miejsca” na scenie – niby są, niby ich nie ma. Są na wpół postaciami rzeczywistymi, żyją życiem warunkowym, relatywnym, ograniczanym. Cofnięty czas okazuje się czasem do cna zużytym, „znoszonym przez ludzi, przetartym, dziurawym, przezroczystym, jak sito, czasem niejako zwymiotowanym”. Gra z czasem okazuje się ryzykowna – bohater zostaje sam w swoim wielkim jak świat pokoju, z twarzą powiązaną bandażami – z pewnością „wskutek spuchniętego policzka”. Jest sam, ale nie do końca – pozostali jeszcze widzowie. Oni też mają obowiązane twarze, ale na skutek prostego relatywizmu, z ich punktu widzenia to się jeszcze nie stało – obwiązanie ich twarzy bandażami nie doszło jeszcze do skutku. Widzowie są tego nieświadomi – „nie mogą się domyślić”. Główny bohater, podobnie jak w opowiadaniu Schulza „Sanatorium pod klepsydrą”, ostatecznie okazuje się człowiekiem w „podartym mundurze kolejowca”,a widzowie tymi, którzy wrzucają drobne monety do jego czarnej, konduktorskiej czapki, nie domyślając się, iż oglądają sami siebie.

           Francois Lazaro podjął się trudnego zadania – interpretacji opowiadań Schulza za pomocą obrazu, dźwięku i słowa. W efekcie powstał oniryczny spektakl, pełen obrazów, kolorów, przedmiotów, gestów – teatr czarów, w którym to, podobnie jak u Schulza, granice między rzeczywistością, a wydarzeniami fikcyjnymi, widziadłami i marzeniami są trudno uchwytne. Nastrój dodatkowo podkreśla niezwykła scenografia Jerzego Ziztmana, gra świateł i dźwięku Krzysztofa Byrskiego, muzyka Bogumiła Pasternaka – tajemnicza i przeszywająca. Przedstawione obrazy okazują się niemożliwe do zatarcia, choćby obraz Ojca i obrazy z dzieciństwa, a pamięć ustępuje miejsca sytuacjom dziwacznym i fantastycznym. Klarowny i wyrazisty przekaz tekstu jest trafnie wspierany obrazem.  Martwa przestrzeń animowana przez pięciu aktorów ( Władysława Aniszewskiego, Tomasza Sylwestrzaka, Wiesławę Pilarz, Lucynę Sypniewską, Ryszarda Sypniewskiego ), których gra jest połączona z udziałem lalek i manekinów, ożywa, dając efekty surrealistyczne.Ale czy F. Lazaro – „człowiek efemerycznej generacji fantomów bez krwi i twarzy” dorównał mistrzowi?, czy nie naruszył wyobraźni odbiorcy opowiadań Schulza? Na pewno stworzył inscenizację pełną pięknych obrazów, która wprowadza widzów w radość przeżycia teatralnego i przybliża kruchy, wzruszający i tak charakterystyczny dla Schulza świat. Wystarczy tylko poddać się magii schulzowskiego świata „i nic, i nic nie mówić, / i trwać i nie uciekać”.

/Ringo Starr/

Zmieniony ( Thursday, 18 January 2007 )
 
wstecz

 Czuli barbarzyńcy

Województwo Śląskie

QR Kod

Zeskanuj kod i dodaj KN do kontaktów swojego telefonu:

 

Konteksty Kultury

konteksty_male.jpg
© 2017 Portal Kolegium Nauczycielskiego w Bielsku-Bia�ej
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.